poniedziałek, 31 października 2016

Rozdział 5 - Gra słowami, nazywana potocznie kłamstwami

        - Wiesz... Nie chciałbym być wścibski, ale... Co ty tu tak właściwie robisz?? - spytał Wally, spoglądając w stronę Julii z widocznym zaciekawieniem.
        Dziewczyna zwróciła się ku niemu z obojętnością wymalowaną na twarzy. Zagryzła swe wargi, lecz on nie wychwycił jej gestu. Zdenerwowanie dawało o sobie znać, jednak wśród ogólnego popłochu jakby rozpływało się w powietrzu.
- Nic niezwykłego. Po prostu uległam niewielkiemu wypadkowi - oznajmiła spokojnie, wpajając wszystkim te małe kłamstewko. Odetchnęła z ulgą... Nie spodziewała się żadnych trudnych pytań, komplikujących i tak niezbyt kolorową sytuację, w której się właśnie znalazła. Bo tak właśnie było, prawda?
        Atak Cristin, wylądowanie w siedzibie Ligi Młodych, wśród nieznajomych jej ludzi, plany matki wobec niej... Nie wiedziała nic o jej przyszłych zamierzeniach, a przecież coś szykowała. W innym razie nie fatygowałaby się, nie marnowała czasu na zwykłą zabawę z nią. Bo wyrównaną walką nazwać tego niestety nie mogła...
        - Niewielkiemu? - usłyszała głos, wypełniony kpiną, jakby śmiejący się jej prosto w twarz...
,,No kuźwa, no! Musiał się odzywać??!" - przemknęło jej przez myśl. Wolno skierowała parę ślepi na postać spoczywającą w zielonym fotelu. O dziwo jego mimika emanowała opanowaniem, a lodowate tęczówki w spokoju ją lustrowały. Mimo tego ona zauważyła nutkę zaciętość w tym spojrzeniu. Odpłaciła się tym samym, mrużąc złowrogo oczy.
        Dookoła zapanowała gęsta cisza, a oni nadal wpatrywali się w siebie. Reszta grupy spięła się, obserwując tę cichą walkę.
- Niewielkiemu... - rzekła. - A co ty o tym sądzisz? - mruknęła.
- Sądzę, że złamane żebro, prawa noga i ręka z licznymi i głębokimi ranami ciętymi można uznać za stan poważny - odrzekł.
        Znowu jej serce zadudniło o klatkę piersiową, a piąstki zacisnęły z siłą. Znowu wyprowadził ją z równowagi...
- Więc dlaczego jeszcze żyję? Przy takich obrażeniach powinnam umrzeć. A ja tu stoję i do Ciebie mówię - oznajmiła z satysfakcją.
        Choć na jej twarzy nie drgnął ani jeden mięsień, wiedział doskonale, że w głębi duszy się cieszy. Czym? Jego niepowodzeniem...?
- Ty mi to powiedz.
        I wszystko się powtarza... Oni już drugi raz zachłystają się tą ciszą, jakby kręcąc się wciąż w kółko. Irytujące...
- Dobra, spokojnie - głos zabrał, jak dotąd stojący w milczeniu, Superboy. - Macie zamiar zostać tu na dłużej?
        Przeanalizował obojga, którzy teraz wpatrywali się w niego z tym chłodem w oczach. Chociaż nie wskazywali na żadne negatywne emocje, ten lód otaczał ich w pewnym stopniu. W tym właśnie momencie stwierdził, że są do siebie podobni. Bardzo.
- Myślę, że tak - Robin uśmiechnął się zadziornie, odwracając w stronę przyjaciółki z zespołu. - A ty? Co o tym myślisz?
- Myślę... - oznajmiła już mniej pewnie. - Chyba tak - jej kąciki ust uniosły się delikatnie w fałszywym odczuciu szczęścia.
        Jednak nikt nie spostrzegł tego kłamstwa. Wielkiego kłamstwa. Tak naprawdę kłamstwo to jej drugie imię. A może nawet znak rozpoznawczy?
        On zauważył...
~~&~~
       Krok do przodu. Prawa noga, a za nią lewa. I tak bez przerwy. Mijała te wysokie półki, zapchane nieznanymi jej urządzeniami elektronicznymi.
- Znalazłeś? - spytała, nie przerywając chodu, choć znacznie wolała lewitować.
- Jeszcze nie... - mruknął cicho, dokładnie analizując każdy zakamarek.
        Powędrowali dalej, a on kontynuował wykopaliska wśród licznych kabli i innych przewodów. Niespodziewanie odwrócił się w kierunku dziewczyny, wpatrując w jej oczy, swym ludzkim o barwie błękitu oraz mechanicznym, które świeciło czerwonym blaskiem.
- Raven... Wiem, że nie masz ochoty tu ze mną chodzić. A z Bestią nie mogłem pójść... - odrzekł trochę zbulwersowany, a Azaratka doskonale znała powód.
        Otóż jeszcze przed kwadransem Zielony Skrzat w geście dowcipu wylał na Robota koktajl owocowy, przez co nastąpiło zwarcie. W tym, jakże cudownym, momencie szukają części do wymiany.
Nie brzmiało sarkastycznie? W takim razie powiedzmy wprost.
Debil. Skończony. Idiota.
- Spokojnie. Przynajmniej nie jestem ze Star na zakupach - oznajmiła spokojnie, wpatrując się w jego wciąż drgające źrenice.
        Lubiła utrzymywać kontakt wzrokowy. Sama nie wiedziała czemu...
On po krótkim czasie odwrócił twarz zażenowany, udając, że usilnie szuka odpowiednich części. Jego każdy mięsień spina się, co dodatkowo potwierdza racje kobiety. Jest zażenowany.
        Niespodziewanie coś wibruje w kieszeni jej czarnych rurek. Wyjmuje komunikator i czyta wiadomość, która została wysłana przez Robina. Coś się stało?
Robin:
Możemy się spotkać? Wiesz gdzie.
        Wypuszcza powietrze z płuc, w odczuciu fali ulgi. To pewnie jakaś nieistotna błahostka...
Ja:
Będę za chwilę.
       - Muszę już iść.
Chłopak patrzy na nią, unosząc wyraźnie brew ku górze.
- O co chodzi?
- Gwiazdka mnie szuka - ujmuje krótko, a on kiwa zrozumiale głową.
        Wychodzi ze sklepu. Szyje obwiązuje szczelnie granatowym szalikiem, zmierzając ku tej małej kawiarence, tak dobrze znanej im obojgu. Czasem chodzą tam ot tak, po prostu, jednak zazwyczaj prowadzą w tym miejscu ważne rozmowy.
        ,,Kłamstwo niedługo się wyda. Trudno." - przepływa zupełnie niewinnie przez jej zasnuty myślami umysł. Nie przejmowała się resztą drużyny. Póki co. Teraz w centrum zainteresowania stała jedna osoba, która miała jej do przekazania coś istotnego.
        To znaczy... chyba.
_________________________________________________________________________________
Krótki rozdział? Wiem... Niestety na nic lepszego mnie nie stać ;-;. Ankieta proszę państwa! Pamiętać o wzięciu udziału w ankiecie!!!

        
                                             



niedziela, 23 października 2016

~~LBA~~

        Drogi czytelniku! Przed przeczytaniem tekstu znajdującego się poniżej, weź udział w ankiecie, znajdującej się w jednej z zakładek. Proszę, to naprawdę bardzo ważne, a zajmuje tylko chwilę.
   ~~&~~  


       Ostatnimi czasy zostałam nominowana do LBA przez KarolinęSusan oraz Rachel. Nie spodziewałam się tylu nominacji i bardzo za nie dziękuję, jednak muszę przyznać, że do samego ich pisania podchodziłam dosyć niechętnie ;-;... No bo niby lubię odpowiadać na pytania, ale nie w takiej ilości XD. A teraz, nie przedłużając, zaczynamy. 


PYTANIA OD KAROLINY:



       
1. Ulubione anime/manga/kreskówka?
Dobrze, a więc, jak zapewne się spodziewaliście, moją ulubioną kreskówką są... Młodzi Tytani! (zaskoczeni??XD). Ubóstwiam jeszcze Ligę Młodych. A z anime Noragami. Ach... ten Yato <3! 

2. Masz drugie imię?

Nie ;-;.

3. Masz w domu zwierzęta? (wlicza się też rodzeństwo xD)

Huh..., no to tak. Mam psa i dwa koty. Do tego 3-letnią siostrzyczkę, 8-letniego brata i 15-letniego brata. Trzeba trochę na żarcie dla całej załogi wydawać XD.

4. Byłaś kiedyś na kolonii w Białym Dunajcu?

Nie, za to byłam w te wakacje na koloniach w Wiśle. I wiecie co? Nigdy więcej żadnych kolonii!

5. Co w przyszłości chciałabyś robić?

Naturalnie zostać znaną artystką (ach, te niespełnione marzenia...) i... chyba to wszystko :-D. A gdyby mi się nie udało, to jakieś stanowisko kasjerki w Biedronce na pewno się znajdzie XD.

6. Czy planujesz następny sezon opowiadania?

Dopiero co zaczęłam pisać drugi, więc sama dobrze nie wiem. Ciekawe, czy po prostu temat Tytanów będzie dla mnie tak samo interesujący, jak teraz. Niby kocham te kreskówkę, ale wielu osób zaczyna pisać, a potem nie kończy lub robi to z trudem. Nie miejcie mi tego za złe, ale taka prawda. Trzeba korzystać, póki jeszcze mi się podoba to, o czym piszę :-)!

7. Miałaś kiedyś różowy pokój?

Nie, ale przez pewien okres czasu kochałam ten kolor, ale udawałam, że tak nie jest. No wiecie, chciałam być taka dorosła XD.

8. Czy kojarzysz zespół „Marcus & Martinus”?

Niestety nie...

9. Czy masz zamiar pisać kolejną opowieść?

Zależy czy mi się będzie chciało i inspiracja jakaś będzie. I jeśli Tytani będą mnie niezmiennie zachwycać, a pisanie o nich nazwę czystą przyjemnością (rozwinięcie tematu w pytaniu 6).

10. Co myślisz o prześladowaniach w szkole?

Ludzie chcą albo odwrócić uwagę od swoich niedoskonałości, mszcząc się tym samym na innych, albo po prostu sprawia im to przyjemność. Jakaś grupa osób znajduje sobie ofiarę, zaczyna ją upokarzać, bić etc. Niech na początku spojrzą na siebie, a nie tak bezpodstawnie kogoś ranią!

11.Wolisz brunetów czy blondynów? xD

Huh, trudne pytanie... Tym bardziej, że ja wolę chłopaków o czarnych włosach i niebieskich oczach (z kimś wam się to kojarzy??). Niestety nie mogę odpowiedzieć na to pytanie... ;-;.


PYTANIA OD SUSAN:



1. Chciałaś/eś kiedyś spotkać kogoś osobiście, nawet jeśli nic o nim nie wiesz?
Nie, nigdy tak nie miałam. Nie rozumiem nastolatek, które widzą jakiegoś gościa na ulicy i mówią, że chyba się zakochały. A to tylko dlatego, że ma ładną twarz (chciałam napisać mordę, ale kultura obowiązuje :-D xd.). Ale nie, stójcie, kiedyś tak miałam! Zobaczyłam jakąś panią w wieku 30 lat na ulicy, która do wszystkich się tak miło uśmiechała. No i sobie pomyślałam, że warto by było z kimś się tak spotkać (nie oceniajcie mnie...). Zaimponowała mi! Naprawdę!

2.Wolisz antagonistów(zły) czy protagonistów(dobry)?
I tu zaczynają się schody... No bo przecież Dick jest dobry... Ale tak ogólnie to wolę czarne charaktery, domieszkę zła i szaleństwa. Robin jest tylko takim wyjątkiem. Wybacz ukochany... XD. 

3. W jakim województwie mieszkasz?
Przecież ty to i tak wiesz :-D XD. No ale nie będzie, powiem. Niech się reszta też dowie. Uwaga, mówię!! Mieszkam w województwie warmińsko-mazurskim.

4. Jeśli masz rodzeństwo - masz z nimi dobre relacje, czy niekoniecznie?
Utrzymuję dobre relacje z rodzeństwem, z najstarszym bratem nawet często spędzamy czas poza domem z przyjaciółmi. Czasem się kłócimy, bijemy itd., ale przecież tylko siniaki po tym zostaną, a zgoda i tak jest XD. 

5. Wkurzasz się, jak ktoś zje twój kawałek pizzy?
Powiedzmy, że lepiej by dla niego było, gdyby zmienił adres zamieszkania, zmodyfikował dane i uciekał za granicę... 

6. Batman vs Superman i dlaczego akurat Batman?
Pierwsze i najważniejsze! Batman jest ojczymem Dicka, więc go wychował. Jestem mu za to stokroć wdzięczna, ale... i tak moim zdaniem za bardzo go wywyższają w animacjach, jakby był nie wiadomo kim. Jednak Superman zalicza się do typu bohaterów, których nienawidzę: gości w obcisłych gatkach, ubranych w czerwoną, zwiewną pelerynkę, z nadludzkimi mocami. To tak w skrócie.

7. Kto ma - twoim lub nie twoim zdaniem - najpiękniejszy, najcudowniejszy, najbardziej uroczy uśmiech?
Gdybym miała chłopaka, powiedziałabym zapewne, że on. Jednak go nie posiadam, więc mówię, że Dick (tak, wiem, wspominam o nim w co drugim pytaniu, no ale musicie przywyknąć). Co ja gadam? Nawet gdybym miała chłopaka, uśmiechu Robina nic nie przebije! Jeśli mogę, drugie miejsce w tej kategorii przyznaję mojej młodszej siostrze, która ma naprawdę uroczy uśmieszek :-D! 

8. Czy popadacie w coś, co często jest nazywane ,,overthinking,,?(tu jest link do randomowego artykułu). Czy wiesz może jak sobie z tym radzić? Masz jakieś doświadczenia z tym związane?
Nie, raczej nie... Mam oczywiście czasami takie chwilę refleksji, ale tak zazwyczaj to myślę o rzeczach dosyć istotnym. Nie jestem więc w temacie. 

9. Jakie problemy dręczą ciebie na co dzień?
Kiedy skończy się szkoła?
Kiedy będę mogła poleżeć sobie na wyrku?
Czy dziś będziemy grać w piłkę na boisku? Bo mi się nudzi...
A dziś to naprawdę muszę się uczyć do tego sprawdzianu?
Na prawdę? Mama każe mi rozwiesić pranie i dać zwierzakom jeść? Nie dość, że muszę się uczyć, to jeszcze opiekować domem...
Niech mama mnie dziś nie pyta: ,,Jak tam w szkole?". Błagam... Albo w sumie nie. Przecież i tak nie przejmie się zbytnio 2 z matmy...
To tak z grubsza XD. 

10. Wymień proszę jak najwięcej rzeczy, na które czekasz.
Święto zmarłych, Święta Bożego Narodzenia, ferie, Wielkanoc, Wakacje!!! (czytaj: na dni wolne od szkoły). Może jeszcze na weekend? Chwilę, w której można sobie trochę odpocząć.
O, zapomniałabym! Czekam jeszcze na nowy telefon! I słuchawki! Stertę komiksów do czytania, kisiel w ciepłym łóżeczku, dobrą książkę, czekoladę milkę oreo za pomoc w matmie, batony za pomoc na sprawdzianie z chemii i na koleżankę, która w końcu przestanie powtarzać:,,Julka, a ja ci powiedziałam, kiedy Krzyżacy przyjechali do Polski!". 

11. Jak ty tu w ogóle trafiłaś/eś, co? :D?
A więc zaczęło się tak... Pewnego słonecznego dnia, kiedy... A wiesz co? Za dużo pisania, nie chce mi się odpowiadać XD. 1. Jaki film/książkę polecasz?


PYTANIA OD RACHEL:


1. Jaki film/książkę polecasz?
Oto inteligentny sposób wyciągania informacji! Zamiast pytać się każdego w oddzielnej wiadomości o to samo, Rachel postanowiła zapytać o to w LBA. Mądrze...
Ja polecam całą serię Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz. A jeśli ktoś zbytnio za tym nie przepada, to ,,Pod Kloszem" Meg Wolitzer. 

2. Masz dziwne nawyki? Jeśli tak, jakie?
Obgryzam skórki przy paznokciach.
Kiedy idę spać przytulam poduchę, a kołdrę zawijam między nogami.
Czasem mam tak, że jak zrobię coś dobrze, jakąś małą błahostkę, myślę, że dzień będzie lepszy.
Kiedy sprzątam to śpiewam (a raczej ryczę) na cały głos.
Co jakiś czas poprawiam nogawki od spodni.
Obgryzam wewnętrzną część policzka.
Często się wyłączam kiedy ktoś coś do mnie mówi, mimo iż nie jest to wcale nudne.
Czasem zastanawiam się: Może zeskoczyć z tego balkonu. Przecież to wcale nie tak wysoko.

3. Jakie są Twoje zainteresowania?
Malowanie, rysowanie, czytanie, pisanie, gra w piłkę nożną, siatkę. Ogólnie lubię być aktywna fizycznie.

4. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku?'
Lato!!! Wakacje, moje urodziny, słoneczko, miłe weekendy spędzone nad jeziorem, wieczory, które i tak są ciepłe, a słonko nadal przygrzewa. No po prostu marzenie! 

5. Dlaczego postanowiłaś rozpocząć przygodę z blogiem?
Zacznijmy od początku. Pewnego wakacyjnego weekendu pomyślałam sobie: ,,Może by tak obejrzeć oryginalnych Młodych Tytanów w necie, a nie ciągle te podróby." Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Zachwyciłam się nimi do tego stopnia, że zaczęłam czytać blogi w Internecie. Potem spontanicznie założyłam swojego bloga, chcąc stworzyć jakąś niezwykłą opowieść.

6. Ostatnio przeczytana książka?
50 stron znanej lektury szkolnej: ,,Krzyżacy". 

7. Jaki jest Twój ulubiony superbohater?
Pff... Cóż to za pytanie?? Odpowiedź jest prosta! Dick Grayson, I Robin!

8. Wierzysz w przyjaźń damsko-męską?
Jak najbardziej tak! Przecież chłopak i dziewczyna mogą się przyjaźnić. Nie wszystko musi opierać się na związku. 

9. Co motywuje Cię do dalszego pisania? Jaki masz sposób na odzyskanie weny?
Czytanie innych wyśmienitych blogów o TT. Czytając te cudowne opowieści myślę sobie: ,,Jak ona/on wspaniale pisze. Też tak chcę!". Albo oglądanie odcinków Młodych Tytanów/ Ligi Młodych. Wtedy jestem taka zachwycona wszystkimi postaciami. Nakręca mnie to do stworzenia czegoś własnego, równie wspaniałego. 

10. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?
Pizza?
Pizza... 

11. Co wolisz; kawę czy herbatę?
Herbatę. Dobra na wieczory, spędzone pod kołderką z książką w ręce.


MOJE PYTANIA:
Lubisz mieć wszystko zaplanowane?
Podaj swoje dziwne zachowania lub reakcje na dane sytuacje.
Wolisz noc czy dzień?
Tolerujesz osoby homoseksualne?
Lubisz się ładnie ubrać, czy wolisz po prostu czuć się w danym ubraniu wygodnie?
Co cię najbardziej irytuje?
W jakim województwie mieszkasz? (musiałam XD)
Czy masz swój talizman szczęścia/szczęśliwe skarpetki?
Czego panicznie się boisz?
Co robisz na lekcji, kiedy ci się nudzi?
To wziąłeś w końcu udział w tej ankiecie, czy nie? :-D??


NOMINUJĘ:




sobota, 8 października 2016

Rozdział 4 - Schorzenia mózgu i objawy głupoty ludzkiej...

        - Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? - spytał z widocznym gniewem oraz pewnego rodzaju urazem do niej. Zauważyła od razu...
- Gdybym o czymkolwiek ci powiedziała, ciekawe czy jeszcze byś tu ze mną rozmawiał - oznajmiła nad wyraz spokojnie, wciąż wpatrując się w jego napiętą niczym drut sylwetkę, stojącą tuż przed nią. No i chłodzące swym błękitem oczy. Miały dużą siłę działania...
        Odczuwała dość dziwny paraliż kości, do tego stopnia, że nie mogła przekręcić głowy choćby o milimetr.
Nienawidziła tej znieczulicy.
Nienawidziła, kiedy ktoś samym spojrzeniem wymuszał na niej posłuszeństwo.
Miała ochotę drzeć się na całe gardło!
        - Błagam cię, myślisz, że nic nam o tym nie mówiąc, uratowałaś nam tyłki? Czy tylko naraziłaś siebie na niebezpieczeństwo?! - tym razem krzyknął, zaciskając pięści w stalowym uścisku.
        Miarka się przebrała... Jej opanowanie pękło niczym bańka mydlana.
- Nie powinno to ciebie obchodzić! Musiałam załatwić tę sprawę sama! - podniosła się energicznie do pozycji stojącej.
        Teraz stali naprzeciw siebie, mierząc się żarzącymi spojrzeniami. Mimo iż była od niego o głowę niższa, wyprostowała się, nie ustępując ani na chwilę swej zaciętości.
- Właśnie widzę, jak sobie poradziłaś! O mało cię nie zabiła!
- Jesteś śmieszny! Myślisz, że ona chciała mnie zabić? Myślisz, że bawiłaby się tak ze mną, tylko po to, by na sam koniec zostawić mnie krwawiącą na ulicy?! Chciała mojego bólu, jak zawsze zresztą! - wykrzyknęła, miętoląc w palcach materiał białej koszuli.
        On zmarszczył niezrozumiale brwi. Jego napięta skóra twarzy złagodniała, ukazując zdziwienie.
- Jak zawsze...? Ona robiła to już wcześniej? - mruknął już ciszej.
         Na jej dotąd kremowe policzki, wyskoczyły czerwone rumieńce. Wciągnęła głośno powietrze do płuc, o które waliło szybko bijące serce. Co ona zrobiła...? Nie powinna tak nieodpowiedzialnie mieszać się w tę kłótnię. On... wie...
        Co ma zrobić? Kłamstwo nie ma w tej chwili sensu, a on i tak zna odpowiedź. To było tylko pytanie retoryczne. Powinna się domyślić...
- Tak... - jęknęła cicho, opanowując drżenie głosu. - Dosyć często.
        Nawet nie zorientowała się, kiedy chłopak złapał ją za dłoń, patrząc smutno w jej stronę. A ona, o dziwo, wtuliła się w jego klatkę piersiową, uśmiechając pod nosem. Nie pamiętała nic, nic oprócz miłego ciepła okalającego jej ciało.
Możliwe, że wykorzystała tę sytuację. Możliwe, że sprawiło jej to trochę przyjemności.
        Co się z nią właściwie działo??
~~&~~
        Wrzask.
Jedynie to odbijało się echem w jej uszach. Nacisnęła przycisk na pilocie, powodując podwyższenie głosu. Z zaciętymi ustami wpatrywała się w ekran telewizora.
        Jednak myślami była zupełnie w innym miejscu. Otóż zastanawiała się, o czym rozmawia ta dwójka, jeśli tak można nazwać wydzieraniem się na siebie nawzajem. Bardziej interesował ją jednak chłopak. W zupełności...
- Może zobaczę co tam się dzieje - oznajmiła, wstając z zielonej powierzchni kanapy. 
        Zatrzymała ją chłodna dłoń przyjaciółki, oplatająca jej nadgarstek.
- Zatanna... Spokojnie. Daj im trochę prywatności - mruknęła zatroskanym altem Marsjanka.
        Czarnowłosa z westchnięciem opadła na kanapę, nadal pusto spoglądając w stronę TV. W salonie zapanowała jeszcze gęstsza atmosfera, uzupełniana cichym oddechem obu dziewczyn. Mogłyby tak trwać jeszcze dłużej, gdyby nie jeden istotny czynnik, który właśnie uległ zmianie.
        Cisza. Bez żadnych krzyków... Kompletna cisza...
Koleżanki z zespołu wymieniły się zdezorientowanymi parami gałek ocznych, kręcąc niedowierzająco głowami.
- W końcu skończyli - uśmiechnęła się promiennie Megan.
        Czarodziejka podniosła fałszywie kąciki ust, emitując rozkwitającą radość, bo w środku doznawała stanu wrzenia.
        Pogodzili się? A może tylko zaprzestali kłótni, stwierdzając, że to bez sensu? Widziała, jak wpatrywał się w nią oraz martwił. Widziała w jego zaciętym wyrazie twarzy coś na wyraz strachu i troski zarazem. Na nią nigdy tak nie patrzył!
         Jak ma się zachowywać w jego obecności? On ją w zupełności ignorował, więc... odpłaci mu się tym samym. ,,Zobaczymy, kto bardziej ma to wszystko głęboko gdzieś. Zobaczymy, kto w ogóle nie cierpi." - pomyślała z satysfakcją wymalowaną na twarzy. 
         Czy jednak z bólem? Sama dokładnie nie wiedziała, wolała maskować emocje. Nawet przed samą sobą...
~~&~~
     
        Wbiegł szybko, czyli z punktu widzenia innych w tempie błyskawicznym, do salonu. Zdjął swoje żółto-czerwone gogle, oglądając uważnie twarze wszystkich tu zebranych. Superboy, Marsjanka opierająca się swobodnie o jego ramię, znużona zaistniałą sytuacją Zatanna, Wodnik, Artemis...
        W tej chwili łączyła ich ta jedna wspólna cecha, rzucająca się w oczy.
Otóż każdy spoglądał na niego zdenerwowanym wzrokiem. Dookoła widział te zmrużone w poirytowaniu brwi i mrożące swym chłodem gałki oczne.
        Może i przesadzał, a może i nie, ale czuł się jak kawał mięcha wśród stada głodnych wilków. Wcale nie koloryzował...
- Jestem! - oznajmił dosyć niechętnie, zbliżając się do jasnowłosej łuczniczki. - Artemis, wszystko w porządku?
         Pomachał dłonią przed jej oczyma, jednak to nie poskutkowało. Dziewczyna nadal wpatrywała się w niego spode łba, mrużąc ostro powieki.
- Jezu, Wally... Nie, nie jest w porządku. Wiesz, która jest godzina?!! Siedemnasta! - oznajmiła swym mrożącym krew w żyłach, pełnym jadu tonem.
        Nie przejął się tym wcale. Tym bardziej, że lubił jej napady złości. Wtedy tak słodko ściągała ten nosek...
        Objął ją potulnie ramieniem, wtulając zmarzniętą twarz w ciepłą szyję kobiety. Rumiane, od temperatury na zewnątrz, policzki ogrzały się pod wpływem jej gładkiej skóry.
- Nie wiem, a co?
- Spóźniłeś się! O godzinę! - krzyknęła, ściskając swe piąstki w tak dobrze mu znanym stalowym uścisku.
- Nawet nie wiem, o co chodzi... Czy to ważne? - mruknął cicho.
        Jeśli wcześniej myślał, że jej oczy są ostre niczym kolce, to teraz właśnie dostał piorunem w twarz. Zielone tęczówki zabłysły złowrogim światłem, karcąc jego oblicze.
- Ważne. Tym bardziej dla ciebie. - rzekła cierpko, strącając agresywnie jego dłoń z jej prawej łopatki. Żwawym krokiem ruszyła w stronę zielonego fotela, siadając na niego z impetem.
        Potarł w geście niezrozumienia rudą czuprynę, pochylając nieznacznie głowę. O co mogło jej chodzić? W głowie miał kompletną pustkę, dlatego tylko zerknął pusto w kierunku blondynki.
        Opierała się niedbale o kanapę, a ręce splotła na klatce piersiowej. Z jej profilu biło wzburzenie. Świadczył o tym szybszy oddech oraz zacięta mimika. ,,Jak uroczo..." - przebiegło mu przez zasnuty zachwytem umysł.
        Mógłby wpatrywać się w nią godzinami, gdyby nie pewien czynnik zmuszający go do odwrócenia pary źrenic od istnej Afrodyty. Intuicja... Zawsze mógł, a czasem nawet i musiał na niej polegać. Właśnie dlatego teraz przeniósł flegmatycznie spojrzenie w stronę dębowych drzwi. Spostrzegając w nich znajomą sylwetkę, zaniemówił, wciągając głośno powietrze do rozżarzonych płuc.
- Robin!!! - wykrzyknął w odczuciu nowej fali euforii.
       W podskokach podbiegł do przyjaciela. Zwinnym ruchem złapał go za nogi, podnosząc na tyle, ile pozwalała jego ,,nadludzka" siła. Z trudem utrzymywał go metr nad powierzchnią ziemi, jednak mimo tego uśmiechał się od ucha do ucha. Jego twarz nabierała szkarłatnych barw, a po czole spływały kropelki potu.
- Człowieku... - wydusił. - Kiedy ty tak przytyłeś?!!
- Przytyłem? Powinieneś raczej spytać: ,,Gdzie podziały się moje mięśnie?" O ile w ogóle je miałeś... - odrzekł, ukazując na twarzy cwaniacki grymas zadowolenia.
      West prychnął tylko, przewracając z ironią oczyma. Odstawił Robina na ziemię, otrzepując w geście wyczerpania kolana. Usiadł na włochatym dywaniku, wpatrując się w niego od góry, niczym mądry filozof na własnego ucznia.
- Co cię sprowadza drogi przyjacielu w nasze skromne progi? - mruknął, podnosząc brew w geście niewiedzy.
- Nie tylko mnie... - rzekł, już nieco poważniej, wskazując gestem dłoni wejście.
       Flash przyglądał się mu, dopóki do pomieszczenia nie weszła pewnym krokiem jakaś dziewczyna. Dynamicznie podniósł się do pozycji stojącej, mierząc ją zaciekawionym spojrzeniem. Jakaś młoda osóbka, która, co jak co, wyglądała bardzo atrakcyjnie. Oczywiście Artemis nie dorastała nawet do pięt, lecz mimo tej wielkiej różnicy postanowił ją przywitać, jak na niego, dżentelmena  o nienagannych manierach, przystało.
        Pochylił się nad jej szczupłą postacią, obejmując bladą dłoń. Uraczył ją delikatnym pocałunkiem ,,gorących" ust.
- Witam piękną panią - wyszczerzył się do niej gościnnie, po czym spojrzał w zirytowane tęczówki młodej.
        Buchały pewnego rodzaju gniewem, nie do końca roznieconym. ,,To nic w porównaniu z drapieżną naturą Arti..." - pomyślał.
- Coś z tobą nie tak?? - mruknęła, ściągając w grymasie niezadowolenia swe malinowe usta. - Naprawdę współczuję twojej dziewczynie... O ile jakąś masz.
       West prychnął niepohamowanym śmiechem, spoglądając uchyłkiem w stronę znudzonej zaistniałą rozmową Artemis.
- Widzisz Kotek, współczują ci... - mruknął, udając teatralnie swe rozżalenie.
       Reszta towarzystwa, wraz z nowo poznaną i liderem zaczęli wymieniać między sobą uśmiechy i hałaśliwe skrzeczenia, potocznie nazywane śmiechem.
- To naprawdę twój chłopak? - spytała, wskazując palcem na nieopodal stojącego Wally'ego.
- Ta... - stwierdziła z przekąsem.
- W takim razie ci gratuluję. Naprawdę musisz mieć anielską cierpliwość - przybliżyła się do niej, stając naprzeciw łuczniczki. - A tak w ogóle Julia jestem.
- Artemis - oznajmiła, a jej kąciki ust podniosły się niezauważalnie.
_________________________________________________________________________________
       Wiecie ile tu mamy słów w samym rozdziale, bez tej części??! 1345!!! W końcu napisałam rozdział o odpowiedniej długości :-D!
        A teraz ta druga wiadomość. Ostatnio trochę zaczęłam się zastanawiać: ,,Kto czyta mojego bloga, bo mu się tak naprawdę podoba? A kto, tylko tak dla zabicia czasu?" No i tak trochę straciłam wenę do pisania... Jednak uratowała mnie od tego stanu Tajemnicza Dziewczynka, która skomentowała ostatnio mój wpis. Dziękuję ci bardzo!
       A oto link do jej bloga, który bardzo mi się spodobał:
Twórczość Tajemniczej Dziewczynki
       Nie zapomnijcie o komentarzach, bo one naprawdę mnie motywują do dalszego pisania, więc szybciej mogę wstawić rozdział :-D! I weźcie udział w ankiecie!
     




                                                                         
     

niedziela, 25 września 2016

Rozdział 3 - Zakopać niedoskonałości

       Stąpała po zielonej, soczystej trawie. Źdźbła roślin muskały delikatnie jej zmarznięte kostki. Parsknęła niepohamowanym śmiechem, pełnym goryczy - nareszcie jest wolna! Koniec z ograniczeniami! Teraz nikt nie będzie w stanie odnaleźć jej słabości! Czemu? Powód jest bardzo prosty. Wyzbyła się ich raz na zawsze...
        Powiedziała dosyć ograniczeniom, niepozwalającym wyfrunąć w otwartą przestrzeń. Chciała szybować między chmurami, wysoko nad ziemią. I co? Marzenie się spełniają.
        Oczywiście musiała odpowiednio zapłacić. W tych czasach nic nie jest za darmo... Jednak kwotę z wysiłkiem uzbierała, wchłaniając doświadczenie niczym gąbka. Robota zrobiona perfekcyjnie, bez żadnych niepotrzebnych komplikacji oraz z odpowiednim podejściem. Chłodna niczym lód...
        Podniosła głowę ku górze, obserwując uważnie chmury, flegmatycznie sunące po niebie. Ich ciemna powierzchnia sygnalizowała deszcz, a nawet burzę. Kobieta, nic sobie z tego nie robiąc, spojrzała na trawiaste podłoże, które zdawało się nie mieć końca. Wszędzie dookoła bujna roślinność. To znaczy prawie... Niedaleko spostrzegła kamienny grób, o ciemnej barwie.
         Jej jaskrawe oczy na moment zabłyszczały, a ona jak na zawołanie ruszyła ku niemu. Usiadła na jego gładkiej powierzchni, patrząc na tablice, porośniętą mchem. Widniał tam czarny napis, widocznie już wyblakły. Gdyby nie znała go na pamięć, z pewnością nie odczytałaby tajemniczego hieroglifu:
,,Robin... Przeszkoda w realizacji celów. Słaby punkt."
        Uśmiechnęła się szeroko, ukazując malinowe usta. Sama zaprojektowała ten nagrobek. Włożyła w niego wiele trudu i wysiłku. I łez... Jednak to już przeszłość. Teraz nie czuła kompletnie nic.
        Dokładnie pamiętała pochowanie. Ostatnią przesypaną garść piasku. Wilgotne oczy...
,,Słabość musi być zabezpieczona idealnie, by nie ujawnić się w przyszłości. By być doskonałym...".
- Och tak - mruknęła, udając skruszoną. - Szkoda mi ciebie, wiesz? Naprawdę żal. Dlaczego we mnie wierzyłeś? Dlaczego... mnie spotkałeś? Pewnie ci przykro. Jednak mi już nie. Niczego nie żałuję, tym bardziej że kiedyś mi na tobie zależało. Przez moment poczułam szybciej bijące serce i nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. Musiałam to zrobić. Musiałam dorosnąć, zapominając o dziecinnym wyobrażeniu świata. Każdy element materii jest pełny jadu, więc trzeba było się przystosować. Nie mieć słabości... I udało się. Bo ciebie nie ma na tym świecie...
                                                                                      ~~&~~
        Zerwała się do pozycji siedzącej, oddychając głęboko. Jej serce waliło intensywnie w klatkę piersiową, a czoło pulsowało nieznośnie. Wciągnęła powietrze, próbując unormować oddech. To sen. Tylko sen...
        Co tu się stało? Dlaczego koszmary powróciły? Przez dwa lata udało jej się o nich całkowicie zapomnieć... A właśnie w tej chwili powróciły. Nie tęskniła za nimi zbytnio...
        Owszem, kiedyś miała podobne, lecz ten różnił się jednym aspektem. Wcześniej widziała swój ból. Nikogo dookoła. Nikogo w umyśle. Tylko śmiercionośny ból... W tym koszmarze myślała. O Robinie...
        Pokręciła szybko głową. ,,Najlepiej będzie o tym zapomnieć" - przemknęło jej przez umysł.
Podniosła się do pozycji stojącej, obserwując uważnie otoczenie. Białe ściany, dębowa podłoga i to niewielkie drewniane łóżko. To nie był oddział szpitalny w wieży. Z pewnością.
        W takim razie gdzie się znajdowała? I gdzie jej rany, siniaki i załamania? Co tu się wydarzyło?
Dynamicznym marszem podeszła w stronę drzwi, otwierając je z impetem. Trzasnęły głośno, a gałki oczne wszystkich tu zebranych zwróciły się w jej stronę. Kimkolwiek oni byli...
- Już wstała - oznajmiła kosmitka o rudej czuprynie i zielonej skórze.
Złapała dziewczynę siedzącą obok za bladą rękę, szepcząc jej coś do ucha. Czarnowłosa skinęła w zrozumieniu głową oraz ruszyła żwawym krokiem w stronę korytarza, chowając swą sylwetkę w jej wnętrzu.
        Kosmitka zwróciła twarz w jej kierunku, podnosząc delikatnie kąciki czerwonych ust. Jej czekoladowe oczy analizowały chuderlawą osobę. Podniosła się wolno, upewniając się, że blondynka zaraz nie ucieknie jak spłoszone sarnie, podchodząc do niej na palcach. Rozśmieszyło ją to zachowanie.
- Cześć - wyciągnęła dłoń przed siebie. - Jestem Megan, ale mówią mi również Marsjanka - powiedziała na jednym wydechu.
- Cześć - odwzajemniła miły gest, ściskając jej nadgarstek. - Julia. Mogłabym wiedzieć, gdzie ja jestem?
- Ach, tak, oczywiście - rzekła przepraszająco. - Jesteś w siedzibie Ligi Młodych - odrzekła spokojnie, jakby chodziło o rzecz najzwyklejszą w świecie.
        Mimo tego to nie było normalne. W najmniejszym calu. ,,Co ja u licha robiłam w siedzibie superbohaterów?!" - przemknęło przez jej głowę.
- A... Jak ja się tu znalazłam?
Ona wyraźnie zmarszczyła swoje gęste brwi.
- Nie wiesz? Ach, no tak, nie wiesz. Zapewne zapomniałaś.
        ,,No brawo... Tyle to mi samej udało się wywnioskować" - pomyślała.
Dalszą rozmowę przerwał im cichy szmer. Zielonooka zerknęła na przejście, widząc w niej znajomą postać.
        I nagle wszystko sobie przypomniała...
,,Ostatni raz zerknęła na ulicę. Zamazana, pod wpływem wstrzykniętej substancji, postać biegła ku niej. Chłodną dłonią dotknęła jej zakrwawionego policzka.
- Co tu jeszcze robisz?! Czy twoja pani nie kazała ci zniknąć?! – krzyknęła w napadzie furii, patrząc spod żarzących się wściekłością czarnych źrenic.
- Julia…
        Otworzyła szerzej oczy, ściągając niżej swoje ciemne brwi. Jak on ją tu znalazł? 
Obraz rozmazał się, a czarna otchłań uniemożliwiła widzenie czegokolwiek. Zemdlała…".


- Nic ci nie jest? - spytał zatroskanym tonem głosu, łapiąc ją za rękę.
- Nie. Wszystko w porządku.
        Podrapała się po czubku głowy, delikatnie ujmując, zdenerwowana zaistniałą sytuacją. W dalszym stopniu nie wiedziała, co tu robi. I skąd Robin zna tych ludzi...
       Popatrzyła na niego błagalnym wzrokiem, pokładając nadzieję, że zrozumie, co ma na myśli. Nie myliła się.
        Lider przeprosił resztę, prowadząc odzianą w białą koszulę nocną Julię. Weszli do jednego z wielu tu pustych pokoi, siadając na zielonej kanapie.
- Musimy sobie dużo wyjaśnić - odrzekła, ukazując swe emocje.
- To samo miałem zamiar powiedzieć - oznajmił, podnosząc ton głosu.
                                                                          _______
        Rozdział ma 900 słów. Krótko, wiem. Ale nie wincie mnie, tylko nauczycieli. Dają dużo prac domowych i zmuszają do udziału w konkursach... Dlatego jest, co jest i radujcie się tym.
        I jeszcze jedno. Jeśli ktoś zauważył nowy wygląd strony - gratuluję! XD W końcu narysowałam coś sama :-D! Jest także krótki opis bloga w jednej z zakładek.Jeśli będziecie wspierać mnie komentarzami, rozdział będę pisała szybciej. Jeśli jednak nie - trochę sobie na niego poczekacie. Wiem, jestem zła :-D!!!



     

czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozdział 2 - Szalone życie psychopatki

        Otworzyła piekarnik, a gorące powietrze buchnęło jej w twarz. Wyjęła z niego dwie blachy apetycznie wyglądających ciasteczek. Dumna ze swojego dzieła wciągnęła rozkoszny zapach do płuc oraz odłożyła przysmak na chłodne kafle podłogi.
- Gotowe! - uśmiechnęła się promiennie, spoglądając radośnie w stronę kobiety.
        Zajęła miejsce naprzeciwko niej, siadając na czarnym krześle. Oparła łokcie o blat metalowego stołu, ot tak przyglądając się jej uważnie.
- Domyśliłam się. Aromat roznosi się po całej kuchni - oznajmiła spokojnie.
         Nastała cisza. Taki stan rzeczy nadejść musiał. Zdawały sobie z tego sprawę. Ostatnie pół godziny również przesiedziały w milczeniu, co nie specjalnie im przeszkadzało. Przyzwyczaiły się do swojego towarzystwa, a takie zjawisko codziennie miało miejsce.
        Jednak w tej chwili Czarnowłosa odczuwała pewnego rodzaju dyskomfort. Przeniosła wzrok w stronę koleżanki z zespołu.
        Wpatrywała się w nią z nieskrywaną ciekawością. Jej czekoladowe oczy jakby chłonęły każdy ruch kobiety. Uznała te sytuację za lekko niepokojącą...
- Coś się stało?
        Przyjaciółka otrząsnęła się błyskawicznie, poprawiając w zażenowaniu rudą czuprynę.
- Nie... Ja tylko chciałam wiedzieć... Jak tam nowa praca?
        Czarodziejka zaśmiała się głośno, na to zachowanie, kręcąc wolno głową. ,,Jaka ona przewidywalna..." - przemknęło jej przez myśl. Przyjaciółka reagowała na wszystko impulsywnie, a najdrobniejsze kłamstwo przynosiło wiele trudu i rumieńców na policzkach...
- Pytałaś mnie o to już 3 razy. O co naprawdę chodzi? - spytała bez ogródek.
- Zastanawiałam się - zaczęła niepewnym głosem. - Dlaczego ty nikogo nie masz?
        W odpowiedzi nastolatka rozszerzyła szeroko gałki oczne, spoglądając pusto w pewien, nieznany Kosmitce, punkt na podłodze. W najmniejszym stopniu nie spodziewała się takiego pytania. Zawsze sądziła, że wszyscy o tym wiedzą i nie pytają tylko z powodu własnej kultury i szacunku do niej. Szczerze, układ ten był dla niej korzystny. Nie zmuszano jej do odpowiedzi na dość trudne pytania i mogła w spokoju zapomnieć o nieudanej miłości. Przełknęła nerwowo ślinę, wbijając w wargę śnieżnobiałe zęby.
- Wiesz, ja nikim się nie interesuje. Jak na razie nie spotkałam nikogo niezwykłego - skłamała bez trudu.
- A... - zawahała się na sekundę Marsjanka. - Robin?
        Jak na zawołanie do kuchni wbiegł lider, trzymając w ramionach zakrwawioną postać. Z długich blond włosów wolno kapała krew, tworząc kałuże szarłatu na kremowych kaflach. Mężczyzna zacisnął mocniej dłonie na giętkiej sylwetce osoby. Skupił uwagę na Marsjance, nie obdarzając Zatanny tym chłodnym niczym fale morskie spojrzeniem.
- Megan... - rzekł niebezpiecznie spokojnym tonem. - Potrzebuję pomocy.
       Ona zaś spuściła nisko głowę, zakrywając drżącą szczękę zieloną dłonią. Nigdy nie widziała równie okropnego widoku. Powstrzymała strumień łez, zaciskając mocno powieki. ,,Co czuje teraz Robin?" - pomyślała.
- Ja przecież... Nie mam takich zdolności... Nie potrafię uzdrawiać - jęknęła żałośnie.
        Niespodziewanie zza drzwi wyłoniła się niska kobieta, okryta ciemnym płaszczem. Jej lekko przestraszona mina zaraz ustąpiła kamiennej powadze.
- Ja ją uzdrowię, ty jedynie musiałabyś utrzymywać jej stan umysłu w normie. Nie poradzę sobie sama...
- Dobrze, pomogę - odpowiedziała już nieco odważniej. Nowo przybyła zrobiła na niej nie lada wrażenie.
        Chłopak położył ciało na podłodze, nie ustępując od niego nawet o krok. Raven uklękła obok zmasakrowanego ciała, a Marsjanka powtórzyła tę czynność. Obie zamknęły oczy... Pora najwyższa zaczynać.  Przecież mają tak dużo czasu. Spokojnie, to całe 2 minuty...
                                                                            ~~&~~
        Rozciągnęła się wygodnie na skórzanej kanapie, prostując palce u dłoni. Zdjęła gumkę z jasnych włosów. Dzień był wyjątkowo udany. To znaczy... nie dla wszystkich. Ale... czy to ważne? Liczą się jedynie jej własne potrzeby.
        Uśmiechnęła się szeroko. Miała szanse zobaczyć tyle bólu. Cudownie! Te zakrwawione ciało i tyle zabawy! Zdenerwowanie, wściekłość oraz cięty wyraz twarzy. Lalka w kolorowym opakowaniu, czekająca na użycie. Jak można było po nią nie sięgnąć?
        Dębowe drzwi uchyliły się, a zza nich wyłoniła się przyodziana w czarny strój kobieta. Każdy z Ligi tu taki nosił. To znaczy... prawie. Wolała oryginalność.
- Nie przesadziłaś? - spojrzała na nią mrocznym spojrzeniem. Zielone tęczówki zaświeciły się ostrzegawczo .
        Nie zwróciła na ten sygnał uwagi. Parsknęła śmiechem, patrząc na nią obłąkanym wzrokiem.
- Och, nie mogłam się powstrzymać! Widok krwi jest taki piękny - złapała się teatralnie za serce, zamykając z rozmarzeniem powieki.
        Jednak kobieta stała nadal niewzruszona, wpatrując się prosto w jej kołyszącą się delikatnie sylwetkę. Przez jej umysł wiły się różnorodne myśli. ,,Czyżby widok własnej córki rozchwiał jej stan aż do tego stopnia?" - pomyślała.
- Jesteś jeszcze bardziej psychopatyczna niż zwykle. O mało jej nie uśmierciłaś - mruknęła bez zbędnych emocji.
       Cristin zmarszczyła w zdziwieniu ciemne brwi. Ona psychopatyczna? A więc tak ludzie ją widzą. Świetnie! Przynajmniej nie musi być ciągle poważna, tak jak osoba stojąca tuż przed nią. Chyba każdy, choć w najmniejszym stopniu, taki jest. Problem w tym, że boi się przyznać przed samym sobą. Ona nie... Czego tu się wstydzić?
       - Możliwe... Spokojnie, ukochany zdążył ją uratować - oznajmiła.
- Tak szybko ją wytropił? Wiesz, że nie możesz tak ryzykować? Powinnaś być ostrożniejsza.
        Ciemnowłosa opuszczała już to jakże szare pomieszczenie. Zatrzymała się, słysząc cichy szept.
- A ty powinnaś wyrzucić to zdjęcie i nie wpatrywać się w nie ciągle.
        Gwałtownie obróciła twarz, rozsypując brązowe loki na bladej twarzy. Podeszła do niej, zakładając dłonie na biodrach.
- W takim razie schowaj nóż i nie wpatruj się z takim zachwytem w tę czerwoną maź. Może się to dla ciebie źle skończyć. To pierwsza i ostatnia rada, jaką ci daje - odrzekła chłodno, z nutką żarzącej wściekłości.
        Odwróciła się na pięcie. Chwyciła stalowym chwytem srebrną klamkę drzwi. Wyszła dumnie wyprostowana, zamykając je ostrożnie.
       ,,Och, czyli jeszcze potrafi być psychopatką..." - przemknęło przez jej zasnuty umysł.
_____________________________________________________________________
        Rozdział gotowy! Zapewne znajdziecie w nim trochę błędów. Pisałam go na szybko, gdyż jestem na wakacjach, a koleżanka pożyczyła mi laptopa na chwile. Dziękujcie jej, bo gdyby nie ona, nie byłoby drugiego rozdziału xd.


     
       



niedziela, 14 sierpnia 2016

Rozdział 1 - Cierpliwość nie popłaca...

        Kobieta leżała na czarnej pościeli własnego łóżka. Dookoła panowała ciemność, jedynie lampka leżąca na komodzie rozświetlała pożółkłe stronice książki. Czytała ją z ciekawością, pochłaniając kolejne linijki w tempie błyskawicznym. Właśnie takie chwile lubiła najbardziej - zupełnego spokoju, kiedy to nikt nie raczył jej przeszkadzać, ani wisieć nad jej głową, tak jak to miała w zwyczaju Star.
        Podniosła swoje plecy z miękkiej pierzyny, po czym poprawiła zsuwającą się zza pleców poduchę. Już miała zamiar powrócić do wygodnej pozycji, lecz uniemożliwił jej to dźwięk wyjącego komunikatora. Westchnęła cicho, podnosząc z podłogi małe urządzenie oraz naciskając czerwony przycisk.
- Halo? - mruknęła.
- Raven? - odpowiedziała pytaniem na pytanie osoba.
        Dziewczyna zmrużyła brwi w geście zaniepokojenia. Doskonale wiedziała, kto dzwoni. Nigdy nie słyszała tak niepewnego i chwiejnego głosu. To znaczy, u niego... Coś musiało się stać. I to dosyć złego...
- Tak. Co jest?
- Zjaw się w centrum miasta. Tylko szybko.
        Nic nie mówiąc, rozłączyła się. Natychmiastowo podbiegła w kierunku szafy. Wyjęła z niej swój fioletowy płaszcz oraz narzuciła go niedbale na ramiona. Wytworzyła wokół siebie kulę energii, błyszczącej czarnym blaskiem, tym samym teleportując się we wskazane miejsce. Bardzo szybko.

                ~~&~~   
        Znalazła się pomiędzy ceglanymi budynkami. Dokładnie widziała opustoszałą ulicę oraz lśniące w blasku nocy wieżowce. Jasne światła, kolorowe neony. Wszędzie blask, tylko nie tutaj, w ciemnym zakamarku. 
        Odwróciła sylwetkę w przeciwną stronę. Ujrzała widok okropny, by nie powiedzieć makabryczny.
        Na ziemi spoczywała postać. Z jej ciała lała się szkarłatna ciecz, brudząc przy okazji szary bruk. Odstające kości i przecięte na wylot dłonie w największym stopniu rzucały się w oczy. Rachel zdawała sobie sprawę, kto leży tuż pod jej nogami. Świadczyła o tym blond grzywa, zabrudzona krwią. 
        Rozszerzyła gałki oczne w odczuciu nowej fali niepokoju. Bez zastanowienia uklękła tuż obok przyjaciółki.
- Uzdrowisz ją? - usłyszała dźwięk podeszwy, stukającej o twarde podłoże. Automatycznie powędrowała wzrokiem w tył.
       Robin stał i patrzył na nią z wyczekiwaniem. W dłoniach trzymał kilka stosów bandaży, lekko pobrudzonych czerwonymi plamami. W podobnym stanie utrzymaną miał twarz oraz, już niezupełnie czarne, rękawice.
       Rachel ponownie spojrzała na Julię. Przez chwilę analizowała jej stan, świdrując niebieskimi oczyma po sylwetce dziewczyny. Zagryzła w zdenerwowaniu wewnętrzną stronę policzka.
- Nie. Gdybym użyła na niej mocy, rany zagoiłyby się, ale jej mózg mógłby tego nie wytrzymać.
        Lider spuścił czarną czuprynę. Przez zasnuty obawami umysł, przeszła mu pewna zbawienna myśl.
- A z pomocą? 
- Zależy. Ta osoba musiałaby umieć kontrolować mózg.
        Chłopak podszedł do bezwładnie ułożonego ciała kobiety. Otulił jej chwiejną sylwetkę swymi ramionami. Raven wyłapała jego szybkie działania. Podniosła  jedną brew w pytającym geście.
- Chodźmy do auta - rzekł dynamicznie.
        Potem pobiegł przed siebie, przecinając  błyskawicznie ulicę. Rachel, niewiele o tym myśląc, ruszyła za nim. Ufała mu. Nie potrzebowała żadnych słów potwierdzenia. I tak nic by jej nie powiedział...

                                                                          ~~&~~

        Ustał przed metalowymi drzwiami jej pokoju. Zapukał kilkakrotnie, a dookoła rozniosło się echo, dudniące o ściany korytarza. Mógł powtórzyć tę czynność, jednak domyślił się, że nikogo w pomieszczeniu nie zastanie. Zapewne teraz widziałby przed sobą jej bladą twarz, okrytą szczelnie fioletowym kapturem. Te niebieskie oczy świecące  irytacją oraz ciche pytanie: ,,Co?" pełne niechęci do niego, jakby czymś zawinił wobec niej.
        Nacisnął zielony przycisk, umieszczony na czarnej ścianie. Srebrna płyta zaczęła się flegmatycznie osuwać, aż zupełnie przestała być widoczna. Bestia wkroczył niepewnie do środka...
        Pogrążony w ciemności pokój, oświetlony jedynie lampką, stojącą na komodzie. Podszedł bliżej źródła światła, siadając na pozostawionym w nieładzie łóżku.
       Wciągnął głośno powietrze oraz zaczął dokładnie analizować pomieszczenie. To jego pierwsza, i prawdopodobnie ostatnia, okazja, by wszystko tu obejrzeć. Rae nie ma, więc trzeba to wykorzystać...
        A z nocy filmowej - nici. Robina i Julię też gdzieś wywiało. Na początku spotykali się we dwoje, a w tej chwili - świetnie bawili się i z Raven. No kurde, no! Trójkącik! I to bez niego...
        ~~&~~
        Czasu było coraz mniej - każda minuta błyskawicznie rozpływała się w powietrzu. Zostało im około 20 minut. Wiedział to od Raven. 
- Ile jeszcze drogi? 
        Robin nadal wpatrywał się w ulicę, kierując z dużym przyspieszeniem. Nie mógł odwrócić wzroku, więc odpowiedział.
- W dobrym wypadku - kilka minut. 
        Zapadła głęboka cisza. Mimo tego nie przeszkadzała im w najmniejszym stopniu. Każdy zajmował się własnymi rozmyśleniami. Tylko Rachel spoglądała ukradkiem na tylne siedzenia, świdrując czarnymi źrenicami po wymęczonej sylwetce kobiety oraz na zalaną czerwonym płynem tapicerkę.
        Po pewnym czasie znudziło się jej to rutynowe zajęcie.
- Robin, co tam się wydarzyło?
        Chłopak zmarszczył brwi, a jego dotychczas spokojny profil zmienił swe oblicze. Obawiał się tego pytania. ,,I tak długo wytrzymała" - pomyślał. 
- Później opowiem. Już jesteśmy...
_______________________________________________________________
        Mamy już pierwszy rozdział! Wiele osób mówi, że lubię kończyć w najbardziej ekscytującym momencie. Tak, to prawda. Jednak tym razem to nie było celowe - po prostu chciałam opublikować ten rozdział jeszcze dziś, a gdybym miała napisać ciąg dalszy, nie zdążyłabym. 

Twoje kłamstwa to pociski, twoja buzia to pistolet.
Żadnej wojny nigdy nie wygrano gniewem.
Zgaś ogień zanim go rozniecisz.
Następnym razem, gdy będziesz walczył. - Selena Gomez - Kill Em with Kindness



    



                                        

środa, 27 lipca 2016

Podsumowanie sezonu 1

        Witam wszystkich zgromadzonych bardzo serdecznie! XD Oto dzisiaj napiszę tutaj pierwszy post, a tym samym podsumowanie 1 sezonu, który to możecie znaleźć w tym miejscu:

Młodzi tytani - ich świat moim światem

1. Ogólna recenzja i samokrytyka.


       
Kiedy tak teraz przeczytałam sobie te wszystkie rozdziały, zdałam sobie sprawę, jak akcja wolno się toczyła. Powinnam albo zmniejszyć liczbę rozdziałów, albo zawrzeć w nim więcej ciekawych wątków. Starałam się podtrzymywać każdego czytelnika w napięciu, niestety przedobrzyłam...
Za to jestem z siebie dość dumna, bo poprawiłam styl pisania. Wcześniej, kiedy czytałam pierwsze rozdziały, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Dużo błędów ortograficznych i śmiesznych wpadek, jak na przykład to:


        Czy zauważyliście, jak szybko Star zmienia zdanie? Na początku pewna, że nic nie wygada, a kilka linijek później, że bez wątpienia wszystko powie :-D XD.


        Jeszcze tutaj. Mimo iż użyłam wykrzyknika w wypowiedzi bohatera, to po myślniku pisze:,,rzekł spokojnie" ;-)


        No a tutaj trochę mniej śmiesznie... (chwila grozy...) No spójrzcie jak opisałam tę walkę! Niby każda z nich ma podobne umiejętności, a to Julia zwycięża bez prawie żadnego problemu... To tak nie miało wyglądać :"(. Wybacz Caxi, że uczyniłam to twojej postaci.


        Za to opisane spotkanie Julii i Cristin uważam za udane :-).

2. Moja interpretacja postaci:

Robin - Tak, to właśnie on zawsze był i będzie pierwszy. A co myśleliście? Moim zdaniem jakiś większych błędów nie było, aczkolwiek zabrakło takiego logicznego myślenia i sprytnego wyłapywania szczegółów, co jest zachowaniem charakterystycznym dla niego, a czego ja dokładnie nie uwzględniłam. Zazwyczaj jest poważny, ale umie się uśmiechać i żartować. Nie widzę go jako obraźliwego i dziecinnego chłopczyka, ani jako strasznie władczego. Rządzi się, jeśli chodzi o bezpieczeństwo innych. Przynajmniej ja go tak widzę. Powiedzcie, jak wy go sobie wyobrażacie ^^. Zapomniałam dodać, kolejna wtopa...


        To się nie wydarzyło, jasne? On nie ma żadnych umiejętności czytania w myślach. Robin to superbohater, który jest niesamowity nawet bez mocy. Wcale tego nie potrzebuje!

Julia - miała być silną i pewną siebie postacią. Wyszło? Chyba nie bardzo ;-;... Znaczy oczywiście jest kilka scenek, w których spodobało mi się jej przedstawienie, a w innych... Już nieco mniej. W ogóle w którymś z początkowych rozdziałów się poryczała, co dla mnie jest u niej niedopuszczalne. I to w tak błahej sprawie :'(. Niekiedy była trochę nieśmiała, co też nie miało mieć miejsca.

Raven - O matko, to była porażka na całej linii!!!!! Płakała tyle, była taka bohaterska, zawsze skłonna do pomocy, wyidealizowana. Dopiero w późniejszych rozdziałach postanowiłam zrobić z niej osobę już bardziej realistyczną. Oto wielka wpadka tego wpisu!!!


        Czy Rae się rumieni. Jest zakochana w Robinie?? Nawet nie wiem, czemu to napisałam, pozostawmy to bez komentarza...

Bestia - myślę, że z tą postacią nie było większych problemów. Tym bardziej, że jest różnie interpretowana przez wielu. Ja na przykład biorę go jako całkiem fajnego kumpla o dość nudnych sucharach. Czasem udaje mu się powiedzieć coś śmiesznego. Wyjadę mi się jednak, że w pierwszym sezonie wyszedł za bardzo na idiotę. Postaram się to zmienić, czasem przydałoby się, by powiedział coś sensownego :-).

Cyborg - z tego co zauważyłam, różnie go inni opisują. Niektórzy biorą go za zabawnego kumpla Bestii, który umie rozśmieszyć towarzystwo i jest bardzo wyluzowany. Inni postrzegają go jako poważnego, zawsze ostrożnego. Zazdrości Robinowi stanowiska lidera, bywa też tak, że się kłócą. Chciałam go przedstawić jako coś pomiędzy, czyli taki miks przedstawionych bohaterów. Chyba jednak nie wyszło mi to do końca, więc postaram się to poprawić.


Gwiazdka - chciałam ją opisać jako dosyć niezapoznaną ze światem dziewczyną. Nie miałam zamiaru robić z niej jakiejś głupiutkiej laski. Trochę przeholowałam... Koloryzowanie i robienie z niej odważnej, silnej osoby moim zdaniem byłoby zbyt sztuczne. A jak waszym zdaniem wyszła?




        Nie mam oczywiście nic do tego, jak kto daną postać sobie wyobraża. Po prostu chcę zrobić to tak, jak ja to widzę.
        I tak, wiem, że te rysunki obok tekstów są zupełnie niepotrzebne, ale są bardzo twórcze :-D!
        Chciałabym jeszcze dodać, że będę publikować tę opowieść na wattpadzie :-)!
https://www.wattpad.com/story/81020082-w-innej-rzeczywisto%C5%9Bci